sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział II

-Nie powinnaś wybrzydzać- pouczył mnie ze spokojem David. Nie wiem czy zaczynanie spornej dyskusji (w której od razu byłam na przegranej pozycji) o 6 rano było dobrą decyzją, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać.
-Nie rozumiesz, przecież to chore. Pieniądze za jakiś związek?- moja frustracja była na naprawdę zaawansowanym poziomie.  Może i ten chłopak miał w sobie coś przyciągającego, ale aspektów przemawiających za "nie" było całkiem sporo. Po pierwsze, beznadziejna ze mnie aktorka. Po drugie, to byłoby po prostu niedorzeczne. Po trzecie nie mam pojęcia jak to jest być zakochaną, porażka. Po czwarte....ech, chyba jednak nie mam tylu argumentów ile mi się na początku zdawało...
-Po pierwsze, jesteś wspaniałą aktorką. Pamiętasz jak jechaliśmy na imprezę, zatrzymała nas policja, a Ty udawałaś, że masz atak wyrostka? Po drugie, to tylko biznes musisz to rozpatrywać w tych kategoriach, a co do trzeciego aspektu, to może w ten sposób kogoś poznasz?-  za dużo się filmów na HBO naoglądał. Biedny.
-Tylko, że ja wtedy faktycznie miałam atak, związków nie planuje. A tak w ogóle to świetnie, że czytasz mi w myślach.
-Nie kochanie, Ty po prostu głośno myślisz -ups. -Ale wracając do sprawy, to teraz krucho u Ciebie z kasą, a on jak sama mówiłaś, jest nieźle nadziany no i nie oferuje niemoralnych propozycji. W każdej chwili będziesz mogła się wycofać.  
Pieprzony David, zawsze ma sposób żeby mnie przekonać do czegoś naprawdę głupiego. Ma chłop co do tego talent (oprócz tego wokalnego, który towarzyszy mi, gdy ów pan bierze prysznic każdego ranka), trzeba przyznać.
-Masz do niego jakieś namiary?- te jego podniecenie w oczach było bardzo niezdrowe, ale, niestety, często się mu przydarzało.
-Dał mi jakąś kartkę- z kieszeni kurtki wyjęłam wizytówkę, w połowie mokra, ech.
-O MÓJ BOŻE- teraz jego oczy wyglądały jak ziemniaki, były nienaturalnie duże, ale to też mu się często zdarza...
-Co, to jeden z Twoich byłych?- zabrałam się do zmywania talerzy, jakby ten temat w ogóle mnie nie ruszał.
-Przecież Ty będziesz dziewczyną Ramseya!- dosłownie rzucił mi się na szyję, a ja w przypływie uczuć stłukłam jego ulubiony kubek. Ojej. Ta świnka była naprawdę ładna *chlip, chlip*
-Jaki Ramsey? Co za Ramsey? Nie znam typa- jak gdyby nigdy nic kontynuowałam swoje wcześniejsze zajęcie.
-To Kanonier!- jego głos był słodszy niż kilogram krówek, ale to chyba nie było fajne. Krówki są pyszne same w sobie, ciągutki są najlepsze, chociaż we Włoszech najczęściej w cukierni można spotkać kawowe lub te o smaku czekol...
-Czy Ty mnie słyszysz?- z moich  kulinarnych doznań wyrwał mnie Dav, drąc mi się prosto do ucha. Bye, bye pyszne krówki!
-Co- wkładałam talerze na suszarkę, gdy wtem...
-To piłkarz!- talerze bang, jeden po drugim, wylądowały na podłodze.
-No widzisz, od razu źle się zaczyna!- syknęłam pod nosem.

                                                            *kilka godzin później*
"WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI: NATALIE BERRY ZOSTAŁA OPĘTANA PRZEZ SZATANA!" ---> To powiedział David, gdy podczas jego przerwy obiadowej poinformowałam go, że czekam w kawiarence na Ramseya, czy jak on się nazywa. Szok był z jego strony ogromny. Tak, tak, miałam się nie zgadzać, ależ stałam się buntownicza ( tra la la la). Ja zgrywałam zbytnio niezainteresowaną swoją nagłą zmianą. Robiłam to przecież tylko i wyłącznie dla czystych zysków, chociaż kłopoty i tak wydawały się być nieuniknione.
-Czyli przyjmujesz moją ofertę?- spytał chłopak zanim dobrze usadowił się na krześle.
-Najpierw muszę przejrzeć warunki umowy.- to były istne podśmiechujki, czułam się jakbym zawierała pakt z diabłem. *Boże, mniej nade mną litość przy Sądzie Ostatecznym*
-Oczywiście- uśmiechnął się (za)słodko. Nie miał 10 lat, a zachowywał się jak brzdąc. -Więc potrzebuję Cię, żebyś poudawała troszkę moją dziewczynę, nie jestem w stanie jasno określić czasu, na jaki to przewidziałem, ale myślę, że zajmie Ci to jakieś 2 miesiące minimum. Rozumiesz, będziesz ze mną chodzić na bankiety, imprezy, do moich znajomych... Ważne jest też to, żebyś co i raz pojawiała się na meczach, zwłaszcza mojego klubu, moi koledzy z reprezentacji są w stosunku do mojej drugiej połówki bardziej pobłażliwi. W zależności od tego jak będziesz się spisywać, tyle będę Ci płacił.
-To szantaż- przeraziłam się ilością umiejętności aktorskich, jakich ode mnie wymagał, ale chyba nie mogłam już dyskutować. "Jak powiesz a, to musisz powiedzieć i z" *sentencja level hard*.
-Chyba mogę od Ciebie wymagać chociaż tyle?- jego kasztanowe oczy błyszczały jak perełki, a lekki uśmiech przyozdabiał anielską twarz. Pffff.
-Chyba tak- odparłam nieśmiało. -Ale będę dostawać tygodniówkę, tak?
-Tak- jego uśmiech znów pojawił się na promiennej twarzy. Wpadałam w kompleksy. Mógł mieć każdą, a to ja, beznadziejna ja, miałam udawać jego dziewczynę wśród tych wszystkich wyrobionych lasek i przystojnych facetów. Może on chciał sobie ze mnie pożartować? W sumie jego piękna buźka mogłaby świetnie zastępować maskę, jest równie nienaturalna.
 -Jeśli nie sprawi Ci to kłopotu, to dzisiaj o 20 mam bankiet, dasz radę zorganizować czas?
-Tak, na pewno.- odparłam z tak minimalną dawką sarkazmu, że nawet ja sama odkryłam ją później.
-To przyjadę do Ciebie około 19:50, Do zobaczenia!- pomachał mi na pożegnanie i wyszedł. W co ja się wpakowałam?

                                                *Kolejne kilka godzin później*
-Jej, to wspaniale!- David był podekscytowany tym, na co się zgodziłam. Ble, nie przechodziło mi to nawet przez gardło, ale nie mogłam odmówić, musiałam myśleć też o babci, którą przecież wspierałam finansowo, to ona obok Lilou była najważniejszym argumentem mojej zgody.
-Nie mam co na siebie włożyć.
-Nie wierzę, że powiedziałaś coś takiego.- ja też byłam zaskoczona, podstawowy out-fit mojej osoby to leginsy, sweter i sprane tenisówki. Nie wymagały dodatków, no może z wyjątkiem złotego naszyjnika, który nosiłam na specjalnie okazje w obawie o jego zgubienie (często mi się to zdarzało), który dostałam od Davida na Wigilię. -Ale nie przejmuj się, nie po to pracuję w butiku, żeby nie mieć dostępu do najnowszych ciuchów.
-Ale przecież tak nie można! Znasz mnie albo coś na siebie wyleję, albo coś rozerwę, nie, nie. Wyrzucą  cie z pracy- chciałam już wrócić do domu, ale David pociągnął mnie za rękę w stronę swojej pracy. To nie wyglądało różowo.
-No i pięknie- powiedział, gdy skończył nakładać szminkę na moje usta. -No przejrzyj się księżniczko! 
Czarna dopasowana, koronkowa sukienka do połowy uda była zbyt ekstrawagancka nie tyle wyglądem co ceną. Moja była pensja za kawałek szmaty?
-Weź to ze mnie. Narobisz sobie przeze mnie kłopotów.- był taki dobry, nie zdawał sobie sprawy, że jestem mistrzynią w psuciu wszystkiego, zwłaszcza tego co nie należało do mnie. W końcu ---> ja + wysokie szpilki + impreza= katastrofa.
-Ogarnij dupę i idź już, bo Aaron czeka. Baw się dobrze myszko!- odprowadził mnie do wypasionego auta Aarona i dał buziaka w policzek. Zapowiadał się ciężki wieczór.

-Podstawowe info: poznaliśmy się 3 miesiące temu, kiedy byłem w klubie, po prostu na siebie wpadliś...
-Ale oklepane- postanowiłam dać popis swojej fantazji. -Nie mógłbyś powiedzieć, że po prostu byliśmy na basenie, a ja cie przypadkiem podtopiłam? Albo, że stałam obok puszek w supermarkecie a ty wjechałeś we mnie wózkiem?
-Wow! Co za wyobraźnia- zaśmiał się głośno. -Opcja numer jeden podoba mi się. Nie robię zakupów w marketach.
Na to mogłam wpaść, bogacz, że ho ho.
-Okej, coś jeszcze?- droga dłużyła się i dłużyła, a ja po wcześniejszym niezadowoleniu złapałam wiatr w żagle. Liczyłam na dobrą zabawę, ale bez przesady.Ten piłkarzyna był moją ostatnią deską ratunku. Może się nie utopię, chociaż wiatry silne.
-Jestem pomocnikiem, pochodzę z Walii, nie lubię żółtego sera, mam młodszego brata Josha, słucham indie rocka, zwłaszcza Arctic Monkeys.
-Ja też słucham Małp- robiło się coraz bardziej ciekawie, ale i niezręcznie.
-Mamy wiele wspólnego, a i pamiętaj, jesteś moją dziewczyną. Przytulaski i te inne bajery będą odpowiednie.- OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO TO ON TAK NA SERIOO? Szok, niedowierzanie, ale zachowałam zimną krew. Pogadaliśmy jeszcze o sobie, wspomniałam o mojej alergii na róże na przykład. Postanowiłam być grzeczna. Przypomniałam sobie tą stłuczkę i to, że ciągle nie zapłaciłam za poniesione szkody. Musiałam dać radę, David we mnie wierzył, a je w siebie niezupełnie, ale to już inna historia.
 Dotarliśmy do eleganckiego klubu. Przez duże okna łatwo było dostrzec to, co działo się w środku. Mnóstwo super drogiego alkoholu, bogato ubrane kobiety, przystojni mężczyźni, ups. To zdecydowanie nie było moje towarzystwo, ale Aaron wydawał się całkiem normalny, w głębi duszy liczyłam, że choć kilku jego znajomych jest w tym do niego podobnych. Gdy weszliśmy do środka Walijczyk mocno złapał mnie za rękę.
-Zachowuj się naturalnie, będzie dobrze- szepnął mi na ucho, po czym podeszliśmy do grupki kilku facetów. Łatwo mu było mówić, takie imprezy to pewnie dla niego chleb powszedni, a ja byłam przerażona. No nic, to mój pierwszy raz, jeśli coś zniszczę, to przynajmniej będę wiedziała, że byłam sobą.
-No siema chłopcy- przywitał się z każdym osobna. -To moja dziewczyna, Natalie.
-Cześć- odparłam nieśmiało.
-Hej jestem Kieran, bardzo mi miło- powiedział jeden z nich.
-Cześć, jestem Theo- dodał kolejny.
-Siema, ja jestem Alex, ale możesz mi mówić Ox- wyglądali na sympatycznych, ale to byli jego kumple, mogli udawać. Ach to moje zamiłowanie do psychologii. Po chwili zaczęli gadać coś o piłce, a ja czułam się zażenowana, nie miałam o tym zielonego pojęcia. Stałam z boku i się wszystkiemu przysłuchiwałam (jednym uchem. Oczywiście tym, które było uszkodzone po wybuchu jakieś menzurki na lekcji chemii. Tak, przeżyłam to co sama wymyśliłam). Pełniłam rolę obserwatora, lepsze to niż nic. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że gdzieś w tłumie znalazłam chłopaka, który oblał mnie feralnego dnia wodą. Czy ja mam na czole wydziergane słowo "PORAŻKA"?
-Kim jest ten chłopak?- spytałam cicho mojego towarzysza wskazując palcem na wysoką, męską sylwetkę.
-To Wojtek, mój kolega z drużyny, a co? Spodobał Ci się?- jego oczy nagle z radosnych jakoś przygasły jak paląca się świeczka, gdy wylejesz na nią wiadro lodowatej wody. (Pierwsze lekcje chemii/fizyki, lat 3).
W odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami, a potem machnęłam ręką, ale moje purpurowe policzki nawet przy tak słabym świetle musiały wyglądać po prostu fatalnie. Atrakcje chyba jednak były dopiero przede mną, bo Wojtek podszedł do nas i przywitał się z chłopakami. Paczka przyjaciół, jak świetnie!
-Rambo, nie mówiłeś, że masz tak ładną znajomą- zmierzył mnie od stóp do głów. Czułam się, jakby mi rentgen robili. Wspominałam już, że wszystko co kojarzy mi się ze szpitalem jest straszne? Panicznie boję się krwi, PANICZNIE. z naciskiem na PANICZNIE. No.
-To moja dziewczyna- odparł dumnie Walijczyk. Ton jego głosu mówił "Byłem walecznym rycerzem, zdobyłem ją!"
-Świetnie- mój radar do wykrywania sarkazmu ukrywany gdzieś w głębi, dziko zaryczał. Ups??? -A długo już jesteście razem?
-Trzy miesiące- niemalże wykrzyczałam z Aaronem w tym samym czasie. *te charakterystyczne świergotki w filmach, kiedy nikt nic nie mówi*. Jejku, a miało być naturalnie...
-Eeee to super- przerwał ciszę chyba Kieran. Cóż poradzę, że nie mam pamięci do imion i twarzy, i informacji, i map geograficznych, i tego co gdzie położyłam...
-A jak się poznaliście?- Wojtek zadawał zdecydowanie zbyt dużo pytań, jego cwaniakowata gęba bardzo różniła się od tej jaką przedstawił gdy widzieliśmy się po raz pierwszy. Aaron pobladł, biedny chłopczyna, postanowiłam reanimować nasz związek. Ha!
-Byliśmy na basenie tu w okolicy, ja nie za bardzo umiem pływać, więc niektóre osoby zanurzałam pod wodą w przypływie lęku, ot Aaron był jedną z moich ofiar- uśmiechnęłam się najczulej i najsztuczniej jak umiałam zarazem. Wpiszę sobie to do CV. Chłopaki głośno się śmiali, ale przynajmniej atmosfera się trochę rozluźniła. Potem było zdecydowanie lepiej i fajniej. Z perspektywy czasu stwierdzam, ze to chyba jednak alkohol tchnął we mnie tyle pewności siebie. To głupie, albo ona u mnie jest, albo nie ma jej wcale. Nie ma nic pomiędzy.
Mimo, że moje buty były dla mnie o jakieś 12 cm za wysokie, poruszanie się w nich nie sprawiało mi większych kłopotów. A przynajmniej tak mi się zdaje. Kolejne drinki plus świetna muzyka dały piorunujący efekt. Bawiłam się wprost wspaniale. Nie mogłam więc odmówić Kieranowi jednego tańca, choć mój talent taneczny jest znikomy. Szłam do drugiego końca sali pląsając się w rytmie dźwięków, gdy poczułam, że kawałek mojej i tak ultra-krótkiej sukienki zaczepił się o czyjś zegarek. Nerwowo zaczęłam się kręcić, rzucać, jakbym miała wściekliznę. *Trach* Sukienka od biodra w dół miała fikuśne rozcięcie/rozerwanie. Brawo, jesteś wspaniała Nat! Szybko podbiegłam do Kierana, pokazując mu moje uszkodzone ubranie.
-Bardzo zgrabna nóżka- zachichotał mocno wstawiony, ech on z pewnością nie powinien tyle pić.
 Byłam zrozpaczona, przecież ta rzecz nie należała do mnie, zresztą do Davida też. Jestem beznadziejna. BEZNADZIEJNA. B-E-Z-N-A-D-Z-I-E-J-N-A.
 -O Aaronek, kochanie, zobacz Nat już się szykuje do nocy z Tobą!
-Co?- przerażenie w jego oczach sięgało zenitu. Szybko jednak wyjaśniłam mu całą historię, nie odpowiedział jednak nic. No to byłam w czarnej dupie. -Nie przejmuj się...Wiem! Mam świetny pomysł!
-Oby to było coś mądrego, bo inaczej zdzielę Cię w łeb- ależ ja jestem miła. No po prostu ideał.
-Twój przyjaciel zawsze z rana sam obsługuje ten butik?
-Owszem.
-Oddasz mu tą sukienkę, a jutro z rana przyjdziesz i ją kupisz. Jak zwykła klientka.- jego mina była cudowna, tak bardzo chłopięca.
-Nie wpadłeś na to, że nie mam na to pieniędzy geniuszu?!- wykrzyczałam, choć muzyka nawet przez moment nie była w stanie mnie zagłuszyć.
-A kto powiedział, że Ty za to zapłacisz? Potraktuj to jako przyjacielską pomoc- no nieźle, przy znajomych mieliśmy udawać parę kochasiów, a on mi tu wyskakuje z jakąś przyjacielską pomocą. Byłam pewna, że David się zgodzi, więc w odpowiedzi kiwnęłam tylko głową.
-Jedźmy już- dodałam jeszcze chwilę potem.







czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 1

 Spóźnię się do pracy. Jak nic. Boże, jeśli znudziłeś się tymi setkami modlitw ode mnie, to wysłuchaj chociażby tej. Ta wredna kreatura, która śmie się nazywać moim szefem, nie puści mi tego płazem. Nie tym razem. Głupi łysol, ale co ja poradzę, że tacy ludzie się rodzą. Chociaż jak wyzwał mnie od wolnych szczurów, to głośno powiedziałam "Serio, to ten plemnik wygrał?" i wskazałam na Niego, ale na całe szczęście skończyło się tylko na upomnieniu. Dobra, nienawidzę zimna. Nienawidzę chłodu, śniegu, bieli... U mnie we Włoszech nie ma śniegu, przynajmniej tam gdzie mieszkałam. Zawsze było cieplutko, suchutko, milutko... Co ja w ogóle robię w tym Londynie? Nienawidzę (za często używam tego słowa...) tego miasta, jest okropne.  Brudne, głośne, mokre, brzydkie, nudne i w ogóle. Mieszkam tutaj już 5 lat. Dlaczego ja stąd jeszcze nie wyjechałam? Jestem dorosła, mogę robić co chcę. Chociaż, raz już "pokazałam" moją dorosłość... Prasowałam sukienkę, kiedy nagle w drugim pokoju usłyszałam moją ukochaną piosenkę. Wybiegłam jak głupia i zaczęłam tańczyć, chyba nie muszę opowiadać co się stało z sukienką... Trzy wozy strażackie to nic w porównaniu do moich licznych tłumaczeń skierowanych w kierunku starszej pani Wilson, która nie dosłyszy na prawe ucho i zarzucała mi rozpoczęcie trzeciej wojny światowej... No nic, całe te miasto jest przeciwko mnie. Szukałam tutaj kogoś znajomego, w sensie mówiącego po włosku, ale nie... Chyba odkryłam powód mojej obecności w tej całej Anglii i nie są to rodzice, bo przecież oni są teraz gdzieś w Ameryce. Mój najlepszy przyjaciel, rodowity Brytyjczyk zabiłby mnie, gdybym chociaż próbowała myśleć o powrocie do ojczyzny. Dziwne, przecież do teraz zabiłby mnie około 54646385941541445 razy, joł. A tak swoją drogą, to ogłosili by mnie cudem, bo często bym zmartwychwstawała... Ok, próbuję odpalić tego starego rupiecia. Głupia mazda, zawsze psuje mi humor. Chociaż nie powiem, uratowała mi życie jak uciekałam przed facetem z ulotkami. Gonił mnie przez pół miasta. Otacza mnie banda debili. Kompletnych. Ooooo moja kochana stara Roberta odpaliła. Bóg mnie jednak kocha. Jadę szybko, chociaż i tak mam zaklepane spóźnienie. Jest ślisko. Nawet bardzo. Dobrze, że zaopatrzyłam Robcię w stare zimówki. Przejechałam chyba przez czerwone światło. Trudno. Słyszę właśnie, dzwonek mojego telefonu. Zaraz walnę ręką w kierownicę. Właśnie to zrobiłam. Nie patrząc na drogę, wyjmuję zniszczoną nokię i odbieram. Szefuniu. Wcisnęłam mu kit, że biorę udział w oględzinach stłuczki. Niech się biedak martwi. Nagle poczułam uderzenie w bok mojego auta. Zatrzymałam moją furę i wysiadłam z niej.
 -No i co zrobiłaś?- jakiś chłopak drze się na mnie, a nadal siedzi w aucie. Co za kultura!
 -Ja? To chyba co ty zrobiłeś! Moja biedna Robcia- pogłaskałam zbitą lampę. Chłopak zaczął się śmiać.
 -I z czego się cieszysz kretynie? Będziesz bulić- uniosłam głowę do góry.
 -Nie wiem kto Ci dał prawo jazdy, ale jak najszybciej powinni je Tobie odebrać.
 -To Ty mnie stuknąłeś- dźgnęłam go palcem w klatkę piersiową.
 -Tylko, że to nie ja przejechałem przez czerwone światło, to nie ja gadałem przez telefon w trakcie jazdy i to nie ja jechałem przed siebie bez ustąpienia pierwszeństwa- zaczęłam klnąc po włosku -Ładny akcent- wyszczerzył się.
 -Nie Twój interes- odparłam -Kurde, spóźnię się do pracy- spojrzałam na zegarek, była 10:30. Niby powiedziałam, że biorę udział w kolizji, ale...
 -Może załatwimy to tak...
 -Nie zgadzam się- zaczęłam kiwać na wszystkie strony
 -Ale ja jeszcze nic nie powiedziałem- uśmiechnął się. Ludzie, którzy uśmiechają się tak często jak on, są nienormalni.
 -I co z tego? Pewnie namówisz mnie na jakieś figo-fago, czy coś w tym stylu, a ja mówię "Nie!"- wykrzyczałam.
 -Daj mi skończyć- odparł spokojnie -Sprawa wygląda tak. Mam pęknięty zderzak, zbitą lampę i wgnieciony bok. Mój samochód jest drogi, więc nie wypłacisz mi odszkodowania za poniesione szkody do końca Twojego życia. Puszczę to w niepamięć pod jednym warunkiem- a jakże
 -Jakim?- miał rację. Auto wyglądało na najwyższej jakości, a nawet taka mała stłuczka, kosztowała by mnie fortunę. Nie mam kasy, po co sobie szukać wydatków. Zobaczymy co powie
 -Nie tutaj. Tam jest taka kawiarnia, wszystko Ci opowiem- powiedział.
 -A co z autami?
 -Jeszcze jeżdżą- znowu się uśmiechnął. Boże, jaki ten facet jest irytujący!
Weszliśmy do jakieś knajpki. Chyba droga, bo mnie tu nie było.
 -Spokojnie, nie zamierzam Cię zgwałcić- śmiech part któryś tam.
 -Wyglądasz na gwałciciela- zasugerowałam z normalną miną.
 -Dzięki- zarechotał. Boże, daj mi jeszcze odrobinkę cierpliwości...
 -Gadaj szybko, czego chcesz. Im szybciej pojawię się w robocie, tym jest więcej procent szansy, na zachowanie mojego tyłka- Znowu się uśmiechnął, jeszcze jeden raz...
 -Tak jak mówiłem, "naprawa" mojego auta, wyniosła by Cię zbyt dużo, a widzę, że na nadmiar forsy nie narzekasz- zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów -Więc pomyślałem, że moglibyśmy się jakoś dogadać.
 -Kontynuuj- oparłam się o wygodne krzesło
 -Koledzy z mojego klubu i reprezentacji, zaczynają się martwic o moją orientację...
 -Nie dziwię się- przerwałam mu -Ehh.... Mów dalej
 -No i pomyślałem sobie, że w zamian za ukrycie faktu, iż mój samochód stracił przez Ciebie trochę na wyglądzie, mogłabyś udawać moją dziewczynę- patrzyłam na Niego jak na przybysza z kosmosu
 -Ty tak na serio?- przyjrzałam mu się dokładnie.
 -Mogę nawet dopłacić- ożywił się
 -Ty jesteś jakiś nienormalny!- pokazałam środkowy palec, wzięłam kurtkę, którą wcześniej zdjęłam i już chciałam wychodzić, kiedy poczułam jak TEN chłopak bierze mnie za ramię
 -Dobrze się zastanów, zaoferuję tyle ile będziesz chciała- włożył mi do ręki kartkę z numerem telefonu.
Wybiegłam stamtąd szybko. Co za debil! Znowu zaczęłam klnąc w moim ojczystym języku. Żeby się szybko uspokoić, wyciągnęłam orzeźwiającą gumę do żucia i zjadłam wszystkie listki. Przypomniało mi się, że muszę jechać do pracy. Pomknęłam jak błyskawica. Ale nie czekały mnie dobre wiadomości. Szybko weszłam do budynku, po drodze gubiąc błyszczyk i kilka cukierków.
 -Berry do mnie!- ten buc zawsze musi tak wrzeszczeć?
 -Tak?- odparłam, gdy weszłam do pokoju przeznaczonego dla mojego pracodawcy.
 -Traktujesz moją pracę jak jakąś zabawę?- nawet nie dał mi odpowiedzieć.
 -Nie zatrudniamy ludzi nieodpowiedzialnych, więc będę musiał Ci podziękować za współpracę- zareagowałam spokojnie. Dziwn.e
 -Możesz nie kończyć zmiany- nawet nie zamierzałam. Szybko wzięłam swoje rzeczy i chciałam wychodzić, kiedy jakiś chłopak wylał na mnie zawartość swojej plastikowej butelki. Super, właśnie teraz najbardziej potrzebowałam,  lodowatej wody na sobie...
 -Przepraszam, tak bardzo przepraszam- wziął chusteczki i próbował wytrzeć moją mokrą koszulkę.
 -Tak mi głupio, nie zauważyłem Cię- wyglądał na przejętego.
 -Spoko, raczej doschnę- rzuciłam wychodząc.
 -Ej, zaczekaj!- pobiegł za mną -Chce Ci to jakoś wynagrodzić- znowu się zaczyna.
 -Nie trzeba- wsiadłam do auta i pojechałam do domu. Sen, tylko to mi potrzebne.
 
                                                       

 Do następnego!
                  


czwartek, 3 lipca 2014

Prolog

Miłość?Pffff, nie, nie, nie. Ten wyraz nie istnieje w słowniku panny Berry. Tyle razy oglądała filmy i w każdym elementem kluczowym była LOVE. Natalie to nie kręciło. Ani troszeczkę, ale trzeba było przyznać ,że chłopcy ją uwielbiali. Interesowała się gałą, świetnie w nią grała, kibicowała Lazio, nie miała żadnego problemu z nauką, błyszczała inteligencją, a przy tym była wredna, arogancka, samolubna i bezczelna nie tylko wobec  innych uczniów, ale głównie wobec nauczycieli. Wypisz, wymaluj, ideał dla chłopców! Dziadek nie raz mawiał, że młoda i krnąbrna Natalie to cała babcia. To właśnie z nią Berry najlepiej się dogadywała. Jak to mówią włoskie pochodzenie-włoski temperament. A ten był u blondynki wyjątkowo ognisty.


 -Miłość to tylko pasmo rozczarowań, niepotrzebne problemy. Kobieta i mężczyzna codziennie gadają o tym samym, robią to samo i, o zgrozo, myślą to samo. To nie miłośc, tylko zwykła głupota i nieodpowiedzialność. Ja nigdy się nie zakocham. Wolałabym chyba z mostu skoczyć niż budzić się i każdego dnia spędzać czas z osobą, która nie darzy mnie szczerym uczuciem- powiedziała Natalie, gdy nauczycielka muzyki spytała ją co sądzi o miłości. Młoda, pochodząca z Rzymu, Nat, zawsze mówiła to co myśli, nie raz ładując się tym w niezłe bagno.
 -Teraz tylko tak mówisz. Poczekamy, aż się zakochasz, zmienisz zdanie na ten temat- śmiała się profesor Lopez
 -A wracając do Twojej wypowiedzi... Dlaczego osoba miałaby Cię nie darzyć szczerym uczuciem?- zapytała z ciekawością wychowawczyni tejże klasy
 -To bardzo proste- zaśmiała się ironicznie -Jak facet patrzy na ładną dziewczynę takim pożądliwym wzrokiem, będąc wówczas w związku z inną kobietą, a potem wraca do tej drugiej, mówiąc, że ją kocha, to to jest właśnie nieszczere uczucie- Natalie dostała oklaski. Nie zależało jej na tym, ale cóż. Taka była jej rola.
 -Ojejejej- zaśmiała się nauczycielka po raz kolejny -Widzę, że nie drzemie w Was dusza romantyczki czy romantyka


 Jej śliczna buźka to były tylko pozory. Pod wprost anielską twarzyczką z długimi blond lokami, niebieskimi oczkami i uroczym uśmieszkiem, w głębi duszy tkwił diabeł w czystej postaci. Atletyczna figura z kobiecymi atrybutami, tworzyła mieszankę wybuchową. Starsi koledzy zawsze zwracali na nią uwagę, mówiąc sprośne żarty i tanie tekściki. Jako niezbyt grzeczna dziewczyna, najczęściej odpowiadała tak zwanym fakiem lub rzucała się na ów kolegów z pięściami. Pedagodzy i rodzice mieli z nią nie lada utrapienie. Uwielbiała pyskować, ale nie widziała w tym nic złego. Traktowała to jako " wypowiedzenie swojej opinii".


 Ale wracając do miłości, wywoływała ona u Natalie niepohamowany śmiech. Gdy była małą dziewczynką, babcia nie raz nagadywała na dziadzia. Że za wolny, że za mało mówi, że za spokojny, za dobry. Taka tam każda niedziela ze spaghetti.  Nat bała się, że gdyby nawet poznała tego KOGOŚ, to potem ten ktoś zmieniłby się, a uczucie by zostało. Niedopasowanie to też powód, dla którego skreślała każdego chłopaka grubą kreską. Kolega-tak, przyjaciel-tak, chłopak-trzy razy NIE! Rodzice mimo uwielbienia jedynego dziecka do seniorki, podczas jej 16. urodzin poinformowali latorośl o wyprowadzce do Anglii. Kochała Włochy, więc cała impreza była dla niej najgorszą w życiu.
 -Córeczko, mamy dla Ciebie niespodziankę- powiedział tata do Natalie gdy ta, uradowana otwierała kolejną urodzinową paczkę -Tylko spokojnie- dodał jeszcze, czym wywołał agresję u córki. Wiedział, że jest wybuchowa, więc może różnie zareagować.
 -Przenosimy się do Wielkiej Brytanii- oznajmiła łagodnie mama. Natalie tylko pobiegła do pokoju, po czym trzasnęła drzwiami. Miała tu już plany. Rodzice jak zwykle wszystko zniszczyli. Jak zwykle...











           




     
                                                                   

Witam w prologu! :) Nie za bardzo mi się on podoba, ale jakiś zaczątek postaci - Nat macie. W tym opowiadaniu rozdziały na pewno będę krótkie i mam nadzieję, że Wam się spodoba... Opinie zostawiam w Wasze ręce. Do następnego!
                                                                                                                      Flaminowaaa...16♥♥♥

sobota, 26 kwietnia 2014

Bohaterowie

          
                                                              
                                                  Natalie "Nat" Berry
                                         
                                          
                                      
                                                   Aaron Ramsey
                                           
                                      

                                                    David Lilou



                                                    Wojtek Szczęsny