-No i co zrobiłaś?- jakiś chłopak drze się na mnie, a nadal siedzi w aucie. Co za kultura!
-Ja? To chyba co ty zrobiłeś! Moja biedna Robcia- pogłaskałam zbitą lampę. Chłopak zaczął się śmiać.
-I z czego się cieszysz kretynie? Będziesz bulić- uniosłam głowę do góry.
-Nie wiem kto Ci dał prawo jazdy, ale jak najszybciej powinni je Tobie odebrać.
-To Ty mnie stuknąłeś- dźgnęłam go palcem w klatkę piersiową.
-Tylko, że to nie ja przejechałem przez czerwone światło, to nie ja gadałem przez telefon w trakcie jazdy i to nie ja jechałem przed siebie bez ustąpienia pierwszeństwa- zaczęłam klnąc po włosku -Ładny akcent- wyszczerzył się.
-Nie Twój interes- odparłam -Kurde, spóźnię się do pracy- spojrzałam na zegarek, była 10:30. Niby powiedziałam, że biorę udział w kolizji, ale...
-Może załatwimy to tak...
-Nie zgadzam się- zaczęłam kiwać na wszystkie strony
-Ale ja jeszcze nic nie powiedziałem- uśmiechnął się. Ludzie, którzy uśmiechają się tak często jak on, są nienormalni.
-I co z tego? Pewnie namówisz mnie na jakieś figo-fago, czy coś w tym stylu, a ja mówię "Nie!"- wykrzyczałam.
-Daj mi skończyć- odparł spokojnie -Sprawa wygląda tak. Mam pęknięty zderzak, zbitą lampę i wgnieciony bok. Mój samochód jest drogi, więc nie wypłacisz mi odszkodowania za poniesione szkody do końca Twojego życia. Puszczę to w niepamięć pod jednym warunkiem- a jakże
-Jakim?- miał rację. Auto wyglądało na najwyższej jakości, a nawet taka mała stłuczka, kosztowała by mnie fortunę. Nie mam kasy, po co sobie szukać wydatków. Zobaczymy co powie
-Nie tutaj. Tam jest taka kawiarnia, wszystko Ci opowiem- powiedział.
-A co z autami?
-Jeszcze jeżdżą- znowu się uśmiechnął. Boże, jaki ten facet jest irytujący!
Weszliśmy do jakieś knajpki. Chyba droga, bo mnie tu nie było.
-Spokojnie, nie zamierzam Cię zgwałcić- śmiech part któryś tam.
-Wyglądasz na gwałciciela- zasugerowałam z normalną miną.
-Dzięki- zarechotał. Boże, daj mi jeszcze odrobinkę cierpliwości...
-Gadaj szybko, czego chcesz. Im szybciej pojawię się w robocie, tym jest więcej procent szansy, na zachowanie mojego tyłka- Znowu się uśmiechnął, jeszcze jeden raz...
-Tak jak mówiłem, "naprawa" mojego auta, wyniosła by Cię zbyt dużo, a widzę, że na nadmiar forsy nie narzekasz- zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów -Więc pomyślałem, że moglibyśmy się jakoś dogadać.
-Kontynuuj- oparłam się o wygodne krzesło
-Koledzy z mojego klubu i reprezentacji, zaczynają się martwic o moją orientację...
-Nie dziwię się- przerwałam mu -Ehh.... Mów dalej
-No i pomyślałem sobie, że w zamian za ukrycie faktu, iż mój samochód stracił przez Ciebie trochę na wyglądzie, mogłabyś udawać moją dziewczynę- patrzyłam na Niego jak na przybysza z kosmosu
-Ty tak na serio?- przyjrzałam mu się dokładnie.
-Mogę nawet dopłacić- ożywił się
-Ty jesteś jakiś nienormalny!- pokazałam środkowy palec, wzięłam kurtkę, którą wcześniej zdjęłam i już chciałam wychodzić, kiedy poczułam jak TEN chłopak bierze mnie za ramię
-Dobrze się zastanów, zaoferuję tyle ile będziesz chciała- włożył mi do ręki kartkę z numerem telefonu.
Wybiegłam stamtąd szybko. Co za debil! Znowu zaczęłam klnąc w moim ojczystym języku. Żeby się szybko uspokoić, wyciągnęłam orzeźwiającą gumę do żucia i zjadłam wszystkie listki. Przypomniało mi się, że muszę jechać do pracy. Pomknęłam jak błyskawica. Ale nie czekały mnie dobre wiadomości. Szybko weszłam do budynku, po drodze gubiąc błyszczyk i kilka cukierków.
-Berry do mnie!- ten buc zawsze musi tak wrzeszczeć?
-Tak?- odparłam, gdy weszłam do pokoju przeznaczonego dla mojego pracodawcy.
-Traktujesz moją pracę jak jakąś zabawę?- nawet nie dał mi odpowiedzieć.
-Nie zatrudniamy ludzi nieodpowiedzialnych, więc będę musiał Ci podziękować za współpracę- zareagowałam spokojnie. Dziwn.e
-Możesz nie kończyć zmiany- nawet nie zamierzałam. Szybko wzięłam swoje rzeczy i chciałam wychodzić, kiedy jakiś chłopak wylał na mnie zawartość swojej plastikowej butelki. Super, właśnie teraz najbardziej potrzebowałam, lodowatej wody na sobie...
-Przepraszam, tak bardzo przepraszam- wziął chusteczki i próbował wytrzeć moją mokrą koszulkę.
-Tak mi głupio, nie zauważyłem Cię- wyglądał na przejętego.
-Spoko, raczej doschnę- rzuciłam wychodząc.
-Ej, zaczekaj!- pobiegł za mną -Chce Ci to jakoś wynagrodzić- znowu się zaczyna.
-Nie trzeba- wsiadłam do auta i pojechałam do domu. Sen, tylko to mi potrzebne.
Do następnego!
