-Nie rozumiesz, przecież to chore. Pieniądze za jakiś związek?- moja frustracja była na naprawdę zaawansowanym poziomie. Może i ten chłopak miał w sobie coś przyciągającego, ale aspektów przemawiających za "nie" było całkiem sporo. Po pierwsze, beznadziejna ze mnie aktorka. Po drugie, to byłoby po prostu niedorzeczne. Po trzecie nie mam pojęcia jak to jest być zakochaną, porażka. Po czwarte....ech, chyba jednak nie mam tylu argumentów ile mi się na początku zdawało...
-Po pierwsze, jesteś wspaniałą aktorką. Pamiętasz jak jechaliśmy na imprezę, zatrzymała nas policja, a Ty udawałaś, że masz atak wyrostka? Po drugie, to tylko biznes musisz to rozpatrywać w tych kategoriach, a co do trzeciego aspektu, to może w ten sposób kogoś poznasz?- za dużo się filmów na HBO naoglądał. Biedny.
-Tylko, że ja wtedy faktycznie miałam atak, związków nie planuje. A tak w ogóle to świetnie, że czytasz mi w myślach.
-Nie kochanie, Ty po prostu głośno myślisz -ups. -Ale wracając do sprawy, to teraz krucho u Ciebie z kasą, a on jak sama mówiłaś, jest nieźle nadziany no i nie oferuje niemoralnych propozycji. W każdej chwili będziesz mogła się wycofać.
Pieprzony David, zawsze ma sposób żeby mnie przekonać do czegoś naprawdę głupiego. Ma chłop co do tego talent (oprócz tego wokalnego, który towarzyszy mi, gdy ów pan bierze prysznic każdego ranka), trzeba przyznać.
-Masz do niego jakieś namiary?- te jego podniecenie w oczach było bardzo niezdrowe, ale, niestety, często się mu przydarzało.
-Dał mi jakąś kartkę- z kieszeni kurtki wyjęłam wizytówkę, w połowie mokra, ech.
-O MÓJ BOŻE- teraz jego oczy wyglądały jak ziemniaki, były nienaturalnie duże, ale to też mu się często zdarza...
-Co, to jeden z Twoich byłych?- zabrałam się do zmywania talerzy, jakby ten temat w ogóle mnie nie ruszał.
-Przecież Ty będziesz dziewczyną Ramseya!- dosłownie rzucił mi się na szyję, a ja w przypływie uczuć stłukłam jego ulubiony kubek. Ojej. Ta świnka była naprawdę ładna *chlip, chlip*
-Jaki Ramsey? Co za Ramsey? Nie znam typa- jak gdyby nigdy nic kontynuowałam swoje wcześniejsze zajęcie.
-To Kanonier!- jego głos był słodszy niż kilogram krówek, ale to chyba nie było fajne. Krówki są pyszne same w sobie, ciągutki są najlepsze, chociaż we Włoszech najczęściej w cukierni można spotkać kawowe lub te o smaku czekol...
-Czy Ty mnie słyszysz?- z moich kulinarnych doznań wyrwał mnie Dav, drąc mi się prosto do ucha. Bye, bye pyszne krówki!
-Co- wkładałam talerze na suszarkę, gdy wtem...
-To piłkarz!- talerze bang, jeden po drugim, wylądowały na podłodze.
-No widzisz, od razu źle się zaczyna!- syknęłam pod nosem.
*kilka godzin później*
"WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI: NATALIE BERRY ZOSTAŁA OPĘTANA PRZEZ SZATANA!" ---> To powiedział David, gdy podczas jego przerwy obiadowej poinformowałam go, że czekam w kawiarence na Ramseya, czy jak on się nazywa. Szok był z jego strony ogromny. Tak, tak, miałam się nie zgadzać, ależ stałam się buntownicza ( tra la la la). Ja zgrywałam zbytnio niezainteresowaną swoją nagłą zmianą. Robiłam to przecież tylko i wyłącznie dla czystych zysków, chociaż kłopoty i tak wydawały się być nieuniknione.
-Czyli przyjmujesz moją ofertę?- spytał chłopak zanim dobrze usadowił się na krześle.
-Najpierw muszę przejrzeć warunki umowy.- to były istne podśmiechujki, czułam się jakbym zawierała pakt z diabłem. *Boże, mniej nade mną litość przy Sądzie Ostatecznym*
-Oczywiście- uśmiechnął się (za)słodko. Nie miał 10 lat, a zachowywał się jak brzdąc. -Więc potrzebuję Cię, żebyś poudawała troszkę moją dziewczynę, nie jestem w stanie jasno określić czasu, na jaki to przewidziałem, ale myślę, że zajmie Ci to jakieś 2 miesiące minimum. Rozumiesz, będziesz ze mną chodzić na bankiety, imprezy, do moich znajomych... Ważne jest też to, żebyś co i raz pojawiała się na meczach, zwłaszcza mojego klubu, moi koledzy z reprezentacji są w stosunku do mojej drugiej połówki bardziej pobłażliwi. W zależności od tego jak będziesz się spisywać, tyle będę Ci płacił.
-To szantaż- przeraziłam się ilością umiejętności aktorskich, jakich ode mnie wymagał, ale chyba nie mogłam już dyskutować. "Jak powiesz a, to musisz powiedzieć i z" *sentencja level hard*.
-Chyba mogę od Ciebie wymagać chociaż tyle?- jego kasztanowe oczy błyszczały jak perełki, a lekki uśmiech przyozdabiał anielską twarz. Pffff.
-Chyba tak- odparłam nieśmiało. -Ale będę dostawać tygodniówkę, tak?
-Tak- jego uśmiech znów pojawił się na promiennej twarzy. Wpadałam w kompleksy. Mógł mieć każdą, a to ja, beznadziejna ja, miałam udawać jego dziewczynę wśród tych wszystkich wyrobionych lasek i przystojnych facetów. Może on chciał sobie ze mnie pożartować? W sumie jego piękna buźka mogłaby świetnie zastępować maskę, jest równie nienaturalna.
-Jeśli nie sprawi Ci to kłopotu, to dzisiaj o 20 mam bankiet, dasz radę zorganizować czas?
-Tak, na pewno.- odparłam z tak minimalną dawką sarkazmu, że nawet ja sama odkryłam ją później.
-To przyjadę do Ciebie około 19:50, Do zobaczenia!- pomachał mi na pożegnanie i wyszedł. W co ja się wpakowałam?
*Kolejne kilka godzin później*
-Jej, to wspaniale!- David był podekscytowany tym, na co się zgodziłam. Ble, nie przechodziło mi to nawet przez gardło, ale nie mogłam odmówić, musiałam myśleć też o babci, którą przecież wspierałam finansowo, to ona obok Lilou była najważniejszym argumentem mojej zgody.
-Nie mam co na siebie włożyć.
-Nie wierzę, że powiedziałaś coś takiego.- ja też byłam zaskoczona, podstawowy out-fit mojej osoby to leginsy, sweter i sprane tenisówki. Nie wymagały dodatków, no może z wyjątkiem złotego naszyjnika, który nosiłam na specjalnie okazje w obawie o jego zgubienie (często mi się to zdarzało), który dostałam od Davida na Wigilię. -Ale nie przejmuj się, nie po to pracuję w butiku, żeby nie mieć dostępu do najnowszych ciuchów.
-Ale przecież tak nie można! Znasz mnie albo coś na siebie wyleję, albo coś rozerwę, nie, nie. Wyrzucą cie z pracy- chciałam już wrócić do domu, ale David pociągnął mnie za rękę w stronę swojej pracy. To nie wyglądało różowo.
-No i pięknie- powiedział, gdy skończył nakładać szminkę na moje usta. -No przejrzyj się księżniczko!
Czarna dopasowana, koronkowa sukienka do połowy uda była zbyt ekstrawagancka nie tyle wyglądem co ceną. Moja była pensja za kawałek szmaty?
-Weź to ze mnie. Narobisz sobie przeze mnie kłopotów.- był taki dobry, nie zdawał sobie sprawy, że jestem mistrzynią w psuciu wszystkiego, zwłaszcza tego co nie należało do mnie. W końcu ---> ja + wysokie szpilki + impreza= katastrofa.
-Ogarnij dupę i idź już, bo Aaron czeka. Baw się dobrze myszko!- odprowadził mnie do wypasionego auta Aarona i dał buziaka w policzek. Zapowiadał się ciężki wieczór.
-Podstawowe info: poznaliśmy się 3 miesiące temu, kiedy byłem w klubie, po prostu na siebie wpadliś...
-Ale oklepane- postanowiłam dać popis swojej fantazji. -Nie mógłbyś powiedzieć, że po prostu byliśmy na basenie, a ja cie przypadkiem podtopiłam? Albo, że stałam obok puszek w supermarkecie a ty wjechałeś we mnie wózkiem?
-Wow! Co za wyobraźnia- zaśmiał się głośno. -Opcja numer jeden podoba mi się. Nie robię zakupów w marketach.
Na to mogłam wpaść, bogacz, że ho ho.
-Okej, coś jeszcze?- droga dłużyła się i dłużyła, a ja po wcześniejszym niezadowoleniu złapałam wiatr w żagle. Liczyłam na dobrą zabawę, ale bez przesady.Ten piłkarzyna był moją ostatnią deską ratunku. Może się nie utopię, chociaż wiatry silne.
-Jestem pomocnikiem, pochodzę z Walii, nie lubię żółtego sera, mam młodszego brata Josha, słucham indie rocka, zwłaszcza Arctic Monkeys.
-Ja też słucham Małp- robiło się coraz bardziej ciekawie, ale i niezręcznie.
-Mamy wiele wspólnego, a i pamiętaj, jesteś moją dziewczyną. Przytulaski i te inne bajery będą odpowiednie.- OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO TO ON TAK NA SERIOO? Szok, niedowierzanie, ale zachowałam zimną krew. Pogadaliśmy jeszcze o sobie, wspomniałam o mojej alergii na róże na przykład. Postanowiłam być grzeczna. Przypomniałam sobie tą stłuczkę i to, że ciągle nie zapłaciłam za poniesione szkody. Musiałam dać radę, David we mnie wierzył, a je w siebie niezupełnie, ale to już inna historia.
Dotarliśmy do eleganckiego klubu. Przez duże okna łatwo było dostrzec to, co działo się w środku. Mnóstwo super drogiego alkoholu, bogato ubrane kobiety, przystojni mężczyźni, ups. To zdecydowanie nie było moje towarzystwo, ale Aaron wydawał się całkiem normalny, w głębi duszy liczyłam, że choć kilku jego znajomych jest w tym do niego podobnych. Gdy weszliśmy do środka Walijczyk mocno złapał mnie za rękę.
-Zachowuj się naturalnie, będzie dobrze- szepnął mi na ucho, po czym podeszliśmy do grupki kilku facetów. Łatwo mu było mówić, takie imprezy to pewnie dla niego chleb powszedni, a ja byłam przerażona. No nic, to mój pierwszy raz, jeśli coś zniszczę, to przynajmniej będę wiedziała, że byłam sobą.
-No siema chłopcy- przywitał się z każdym osobna. -To moja dziewczyna, Natalie.
-Cześć- odparłam nieśmiało.
-Hej jestem Kieran, bardzo mi miło- powiedział jeden z nich.
-Cześć, jestem Theo- dodał kolejny.
-Siema, ja jestem Alex, ale możesz mi mówić Ox- wyglądali na sympatycznych, ale to byli jego kumple, mogli udawać. Ach to moje zamiłowanie do psychologii. Po chwili zaczęli gadać coś o piłce, a ja czułam się zażenowana, nie miałam o tym zielonego pojęcia. Stałam z boku i się wszystkiemu przysłuchiwałam (jednym uchem. Oczywiście tym, które było uszkodzone po wybuchu jakieś menzurki na lekcji chemii. Tak, przeżyłam to co sama wymyśliłam). Pełniłam rolę obserwatora, lepsze to niż nic. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że gdzieś w tłumie znalazłam chłopaka, który oblał mnie feralnego dnia wodą. Czy ja mam na czole wydziergane słowo "PORAŻKA"?
-Kim jest ten chłopak?- spytałam cicho mojego towarzysza wskazując palcem na wysoką, męską sylwetkę.
-To Wojtek, mój kolega z drużyny, a co? Spodobał Ci się?- jego oczy nagle z radosnych jakoś przygasły jak paląca się świeczka, gdy wylejesz na nią wiadro lodowatej wody. (Pierwsze lekcje chemii/fizyki, lat 3).
W odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami, a potem machnęłam ręką, ale moje purpurowe policzki nawet przy tak słabym świetle musiały wyglądać po prostu fatalnie. Atrakcje chyba jednak były dopiero przede mną, bo Wojtek podszedł do nas i przywitał się z chłopakami. Paczka przyjaciół, jak świetnie!
-Rambo, nie mówiłeś, że masz tak ładną znajomą- zmierzył mnie od stóp do głów. Czułam się, jakby mi rentgen robili. Wspominałam już, że wszystko co kojarzy mi się ze szpitalem jest straszne? Panicznie boję się krwi, PANICZNIE. z naciskiem na PANICZNIE. No.
-To moja dziewczyna- odparł dumnie Walijczyk. Ton jego głosu mówił "Byłem walecznym rycerzem, zdobyłem ją!"
-Świetnie- mój radar do wykrywania sarkazmu ukrywany gdzieś w głębi, dziko zaryczał. Ups??? -A długo już jesteście razem?
-Trzy miesiące- niemalże wykrzyczałam z Aaronem w tym samym czasie. *te charakterystyczne świergotki w filmach, kiedy nikt nic nie mówi*. Jejku, a miało być naturalnie...
-Eeee to super- przerwał ciszę chyba Kieran. Cóż poradzę, że nie mam pamięci do imion i twarzy, i informacji, i map geograficznych, i tego co gdzie położyłam...
-A jak się poznaliście?- Wojtek zadawał zdecydowanie zbyt dużo pytań, jego cwaniakowata gęba bardzo różniła się od tej jaką przedstawił gdy widzieliśmy się po raz pierwszy. Aaron pobladł, biedny chłopczyna, postanowiłam reanimować nasz związek. Ha!
-Byliśmy na basenie tu w okolicy, ja nie za bardzo umiem pływać, więc niektóre osoby zanurzałam pod wodą w przypływie lęku, ot Aaron był jedną z moich ofiar- uśmiechnęłam się najczulej i najsztuczniej jak umiałam zarazem. Wpiszę sobie to do CV. Chłopaki głośno się śmiali, ale przynajmniej atmosfera się trochę rozluźniła. Potem było zdecydowanie lepiej i fajniej. Z perspektywy czasu stwierdzam, ze to chyba jednak alkohol tchnął we mnie tyle pewności siebie. To głupie, albo ona u mnie jest, albo nie ma jej wcale. Nie ma nic pomiędzy.
Mimo, że moje buty były dla mnie o jakieś 12 cm za wysokie, poruszanie się w nich nie sprawiało mi większych kłopotów. A przynajmniej tak mi się zdaje. Kolejne drinki plus świetna muzyka dały piorunujący efekt. Bawiłam się wprost wspaniale. Nie mogłam więc odmówić Kieranowi jednego tańca, choć mój talent taneczny jest znikomy. Szłam do drugiego końca sali pląsając się w rytmie dźwięków, gdy poczułam, że kawałek mojej i tak ultra-krótkiej sukienki zaczepił się o czyjś zegarek. Nerwowo zaczęłam się kręcić, rzucać, jakbym miała wściekliznę. *Trach* Sukienka od biodra w dół miała fikuśne rozcięcie/rozerwanie. Brawo, jesteś wspaniała Nat! Szybko podbiegłam do Kierana, pokazując mu moje uszkodzone ubranie.
-Bardzo zgrabna nóżka- zachichotał mocno wstawiony, ech on z pewnością nie powinien tyle pić.
Byłam zrozpaczona, przecież ta rzecz nie należała do mnie, zresztą do Davida też. Jestem beznadziejna. BEZNADZIEJNA. B-E-Z-N-A-D-Z-I-E-J-N-A.
-O Aaronek, kochanie, zobacz Nat już się szykuje do nocy z Tobą!
-Co?- przerażenie w jego oczach sięgało zenitu. Szybko jednak wyjaśniłam mu całą historię, nie odpowiedział jednak nic. No to byłam w czarnej dupie. -Nie przejmuj się...Wiem! Mam świetny pomysł!
-Oby to było coś mądrego, bo inaczej zdzielę Cię w łeb- ależ ja jestem miła. No po prostu ideał.
-Twój przyjaciel zawsze z rana sam obsługuje ten butik?
-Owszem.
-Oddasz mu tą sukienkę, a jutro z rana przyjdziesz i ją kupisz. Jak zwykła klientka.- jego mina była cudowna, tak bardzo chłopięca.
-Nie wpadłeś na to, że nie mam na to pieniędzy geniuszu?!- wykrzyczałam, choć muzyka nawet przez moment nie była w stanie mnie zagłuszyć.
-A kto powiedział, że Ty za to zapłacisz? Potraktuj to jako przyjacielską pomoc- no nieźle, przy znajomych mieliśmy udawać parę kochasiów, a on mi tu wyskakuje z jakąś przyjacielską pomocą. Byłam pewna, że David się zgodzi, więc w odpowiedzi kiwnęłam tylko głową.
-Jedźmy już- dodałam jeszcze chwilę potem.

MARTYYYYNKA MOJA KOCHANA ♥
OdpowiedzUsuńWiesz jak ja tęskniłam za Twoimi szaleńczo psychicznymi wypowiedziami? Nawet nie wiesz (dobra, wiesz) jak bardzo!
Awwww, chciałabym być na miejscu Nat, ryli.
Oni są uroczy, mimo, że niezbyt się znają i nie wiedzą (zapewne) co może się stać, kiedy już się poznają.
Kocham, czekam na kolejny, nie każ mi Ciebie zabijać za tak długą przerwę. Podkreślam TAK DŁUGĄ.
♥
TWOJA, OWSZEM XD.
UsuńOjej, zmotywowałaś mnie tym komentarzem do dalszego pisania. DZIĘKI BOGU ♥
PS. Też chciałabym być na miejscu Nat. Ponosi mnie fantazja. xD
AWWWWWW nie ma za co XD
UsuńJuż ja dopilnuję, żebyś pisała. Jak nie będziesz to ręka, noga mózg na ścianie, oko na widelcu normalnie.
Buziaki! ♥
Moja ulubiona pisarka powróciła! <3
OdpowiedzUsuńNawet nie da się opisać tą radość, kiedy dostałam od ciebie wiadomość z adresem.
Uwielbiam twoje opowiadanie! <3. Nie nudzę się czytając go, a przy okazji idzie się pośmiać :P.. Jak masz wenę to pisz i się nie zastanawiaj ;). Mam nadzieję, że za niedługo będę pisać komentarz do 3 rozdziału :)
I Love You Sister <333.
Ojejku, lejesz miód na moje skamieniałe serduszko xD
UsuńTak sobie czytam i czytam to opowiadanko i wiesz co?... DO ULUBIONYCH!:D
OdpowiedzUsuńWięcej, więcej, więcej:)
L^^
http://byleszczescie.blogspot.com/
Dziękuję bardzo ;) Pozdrawiam :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń